Na pewno dojdą do tego, kto pozabierał pierwsze efekty pracy w laboratorium...
Ta sytuacja zmusiła mnie do pójścia w jedyne, odpowiednie miejsce, na bezpieczne przebadanie próbek - ''Antałek'' jedna z wielu karczm, która należała do Eddy'ego. Cwany był..niby byle kucharzyna, a znał się na interesach jak mało kto.
Wszedłem powoli do chaty zrobionej z płyt GK. Trochę prymitywna, ale za to cicha i nie było tłumów. Panowała w środku taka sama ciemnia, jak i na zewnątrz. Podłoga skrzypiała pod moi ciężarem, wzrok nielicznej publiki zszedł na mnie. ''Kto by nie zwrócił uwagi na takiego białasa'' - pomyślałem. Nie ruszyło mnie to jednak ,bo było to na porządku codziennym. Wszedłem głębiej i usiadłem do stolika w rogu za frędzlowatą zasłoną. Rozejrzałem się jeszcze dla upewnienia i wyciągnąłem jedną fiolkę. Przyjrzałem się czerwonej substancji w środku, nie różniła się niczym od soku pomidorowego, oprócz....TEGO. Zauważyłem charakterystyczny dla kamieni szlachetnych połysk osadzający się na dnie w postaci piasku? Nie..to bardziej był proszek 0.1 mm grubości, może i mniej.
- Ciekawe... - wyszeptałem do siebie i podrapałem się po zaroście. Usłyszałem niepokojące szmery, uniosłem wzrok, zza frędzli ktoś widocznie zainteresowany moją osobą zmierzał pośpiesznie w strone stolika, przy którym siedziałem. Wstałem prędko, schowałem fiolkę i już chciałem wyskoczyć przez okno gdy tajemnicza postać krzyknęła rozkazująco:
-Nie ruszaj się bo ją zabije! Pójdziesz grzecznie ze mną chłopcze.- trzymał mocno zaciśnięty sztylet na szyi przerażonej barmanki. Nie uszło mej uwadze, że na nożu wygrawerowane były symbole w języku nie używanym tu przez wszystkich, jidysz - ''וויקלęטי'' (''viklęti''). O ile mnie pamięć nie myliła było to słowo ''wyklęty'' - wampir? Tutaj? Był zakapturzony jak i ja, więc wiele nie mogłem, pewnie ukradł ten sztylet albo znalazł gdzieś na obrzeżach miasta...albo mnie znaleźli ludzi starszyzny...
Podniosłem ręce ku górze dając tym znać, że nic nie kombinuje. Podszedłem do mężczyzny, a ten odrzucił kobietę na bok i zabrał mnie na tyły lokalu. Przygrzmocił mnie do ściany, twardą ręką aż się sypnął tynk. Syknąłem i zdjąłem mu kaptur, to niemożliwe - wyglądał jak ja ale..włosy miał normalne -tzn. czarne i głębokie, czerwono-brązowe oczy...rodzina? Przecież...widziałem na własne oczy jak... jak to? - zabrało mi mowe. Może się myliłem bo , nie pamiętałem za dobrze swojej rodziny, jednakże wpajano mi to od dawna,że rodzice i reszta, nie żyją. Odważyłem się w końcu coś powiedzieć:
- Kim jesteś? Znamy się?
- Hmh.. nawet nie wiesz jak dobrze. Jestem Baar, coś ci to mówi? - uśmiechnął się zadziornie,
- Hmh.. nawet nie wiesz jak dobrze. Jestem Baar, coś ci to mówi? - uśmiechnął się zadziornie,
- Baar, podobno mój ojciec się tak zwał... - zacząłem niepewnie.
-Otóż to, witamy wśród żywych...synu. Nie sądziłem, że zrobią z Ciebie księdza. Wiele o Tobie słyszałem. Jesteś ich skarbem.
- Przesada...wierzysz plotkom? Jestem jak każdy inny...
- Nie, nie jesteś, ponieważ jestem Twoim ojcem. - mówiąc to pokazał kły, przeraziłem się. Wampir jak nic! - Nie jesteś człowiekiem Lilith..jesteś czymś więcej.
- Nie...nie... nie może być - wybełkotałem i osunąłem się na brudne podłoże.
To wszystko z czym walczyłem, moje wierzenia, moje życie legło w gruzach. Pierwszy raz byłem w kropce, nie wiedziałem co robić, nie spodziewałem się tego. Jestem swoim własnym wrogiem. Poczułem jakby krew zaczęła się we mnie gotować, byłem wściekły, tyle lat w kłamstwie, a ten stary dureń żyje i nie raczył ujawnić, że nie zginął. Jeżeli jest tak z całą rodziną...
Odgoniłem niepotrzebne myśli i się uspokoiłem, uniosłem na niego wzrok.
-Dlaczego teraz? Tyle lat...
- Jako wampir nie byłem tu bezpieczny.- westchnął głęboko- ...matkę zabili zanim wszystko przeniosło się pod ziemię, pewnie dziwi Cię fakt,że Ciebie nie zabili. Mnie też to ciekawi...nie wyewoluowałeś do końca. - nachylił się i otworzył mi buzie, przejechał po zębach. - gdzie do cholery twoje kły? Jak tyś to zrobił? Czystej krwi wampir bez krzty wampiryzmu w sobie!
- Żebym to ja wiedział! - wstałem zły. - Czego chcesz?
- Odzyskać co moje...i pomóc Ci. Widziałem co zrobiłeś..odważny wyczyn z tą esencją. Tylko o niej słyszałem...jednak istnieje. Kto by pomyślał? - uśmiechnął się. - Podobno dodawany jest do niego...
- Kamień Filozoficzny. - skończyłem.
- Ocho. Szybko ci to poszło.
- Poznałem po osadzie na dnie..a wiesz co jest barwnikiem ? - wyciągnąłem kwiat. - Lycoris, krwawa lilia. Neutralizuje toksyny z krwi wampirów, którą toczą w labolatorium... ta ciecz jest dziwna.. zmienia kolory z czerwonego na niebieski.
-...Z powodu Kamienia Filozoficznego.
-Mhmm...- burknąłem. - to nie jest miejsce na takie rozmowy. Chodźmy do mnie.
- Nie,nie..tym razem pójdziemy do mnie - uśmiechnął się ponownie jakoś tak wrednie.
...Tak otom zaczęła się moja bliższa przygoda z wampirami, z ich perspektywy, nie z perspektywy księdza. Robiło się ciekawie...bardzo ciekawie.
Odgoniłem niepotrzebne myśli i się uspokoiłem, uniosłem na niego wzrok.
-Dlaczego teraz? Tyle lat...
- Jako wampir nie byłem tu bezpieczny.- westchnął głęboko- ...matkę zabili zanim wszystko przeniosło się pod ziemię, pewnie dziwi Cię fakt,że Ciebie nie zabili. Mnie też to ciekawi...nie wyewoluowałeś do końca. - nachylił się i otworzył mi buzie, przejechał po zębach. - gdzie do cholery twoje kły? Jak tyś to zrobił? Czystej krwi wampir bez krzty wampiryzmu w sobie!
- Żebym to ja wiedział! - wstałem zły. - Czego chcesz?
- Odzyskać co moje...i pomóc Ci. Widziałem co zrobiłeś..odważny wyczyn z tą esencją. Tylko o niej słyszałem...jednak istnieje. Kto by pomyślał? - uśmiechnął się. - Podobno dodawany jest do niego...
- Kamień Filozoficzny. - skończyłem.
- Ocho. Szybko ci to poszło.
- Poznałem po osadzie na dnie..a wiesz co jest barwnikiem ? - wyciągnąłem kwiat. - Lycoris, krwawa lilia. Neutralizuje toksyny z krwi wampirów, którą toczą w labolatorium... ta ciecz jest dziwna.. zmienia kolory z czerwonego na niebieski.
-...Z powodu Kamienia Filozoficznego.
-Mhmm...- burknąłem. - to nie jest miejsce na takie rozmowy. Chodźmy do mnie.
- Nie,nie..tym razem pójdziemy do mnie - uśmiechnął się ponownie jakoś tak wrednie.
...Tak otom zaczęła się moja bliższa przygoda z wampirami, z ich perspektywy, nie z perspektywy księdza. Robiło się ciekawie...bardzo ciekawie.
